
a review by Irietan

a review by Irietan

Dziwny tytuł z jeszcze dziwniejszymi zabiegami. Niezwykle irytujący główny bohater, który szczęście interpretuje poprzez obowiązkowe posiadanie dziewczyny, w czym nie pomaga ogólna narracja fabuły. Do tego z czasem dochodzą dziwaczne zabiegi, pokroju narratora, który przy bodajże trzecim wątku miłosnym nagle pojawia się znikąd. Czyżby twórcy uznali, że akcja zawraca koło, staje się powtarzalna i przez to trzeba jakoś sztucznie utrzymać uwagę widza?
Brakuje tutaj życia poza wątkami miłosnymi; szkolne sprawy, wydarzenia w życiu głównego bohatera, czy jakieś większe lub mniejsze dramaty. Tego tutaj nie ma, a bardzo by się przydało. Zamiast tego dostajemy średniej jakości romansidła, które do tego trwają maksymalnie 5 odcinków, po czym następuje restart linii czasowej i główny bohater doznaje efektu motyla. Zmienia się jakaś drobna rzecz w jego historii, która sprawia, że ostatecznie będzie w związku z inną dziewczyną.
Może i by ten motyw mnie jakoś kupił, gdyby chociaż rozwinięto konsekwencje fabularne. Na przykład historie poboczne innych postaci, które adekwatnie reagowałyby na aktualny stan wydarzeń, lub po prostu których śledzilibyśmy fabułę.

Niezwykle irytujące są również różne, bardzo dziwne... zabiegi. W każdym wątku musi być przynajmniej jeden taki moment, gdzie główny bohater wykazuje swoje zapędy seksualne w stronę danej dziewczyny. Tutaj podnieca się czyimś ubiorem, tam całuje jedną dziewczynę za kolanem, a w innym przypadku twórcy wpadają na pomysł, aby jedna z partnerek Junichi'ego wydawała dźwięki rozkoszy przez ryby obgryzające jej naskórek na stopach. Kurwa. To jest po prostu momentami ohydne! Bardzo trudno się to ogląda...
I żeby była jasność - ludzie są różni, w życiu mogą się dziać najróżniejsze scenariusze, jednak z uwagi na ilość takowych zabiegów nie mogę odtrącić od siebie wrażenia, iż twórcy wprowadzili takowy motyw aby celowo przyciągnąć odpowiednią grupę widzów. Ba. Nie raz, nie dwa zdarzają się nawet kadry w których nie dzieje się nic ciekawego, jednakże abyśmy przypadkiem nie usnęli, to dostajemy rzut kamery na różne części ciała bohaterek. Scenki są ładnie narysowane, to fakt, jednak osobiście wolę, gdy anime przyciąga mnie do siebie czymś głębszym i bardziej rozmaitym. Trudno jest mi nawet traktować ten tytuł jako luźną, rozrywkową serię, albowiem zwyczajnie nudzę się przy oglądaniu.

Opening jest... denny. Ni to fajne w odsłuchu, ni to ciekawie zmontowane. No ale właśnie, trudno się czepiać ów czołówki. W końcu anime to samo w sobie ma poronione zabiegi, które koniec końców sprawiły, ze nie dałem rady obejrzeć więcej niż 12 odcinków, bo po prostu szkoda mi już czasu na słabe tytuły, a zatem jakkolwiek autorzy by się nie wygimnastykowali by uatrakcyjnić opening, tak będzie on po prostu nie ciekawy z racji słabej narracji fabularnej oraz dobranej muzyki.
Dlaczego to w ogóle obejrzałem? Ponieważ jest to gatunek "romans" oraz "slice of life" oraz w tytule jest "SS", a jako wybitny znawca historii XX wieku dostaję elektrycznego pobudzenia na sam widok tych dwóch liter.
Mam nadzieję że jestem w błędzie i źle na to wszystko patrzę. W końcu po to oglądamy anime - żeby dobrze się bawić. Dlatego mam nadzieję, że przynajmniej wy wyciągacie więcej przyjemności z Amagami SS.
8 out of 12 users liked this review