Myślę, że warto zacząć tą recenzję od słów: Nie sądzę, aby pierwszy sezon Jojo Bizarre Adventure był aż tak dobry, jak większość fandomu raczy twierdzić. Mimo to, nadal jestem zdania iż tytuł ten zasługuje na sporo uznania oraz podziwu. Jest to jedno z lepszych anime z dobrą fabułą, mięsistą akcją oraz niekonwencjonalnym i piekielnie dobrym humorem.
Ważna rzecz dotycząca tej recenzji. Ponieważ na Anilist.co jak i na Myanimelist.net JoJo Bizarre Adventure widnieje jako 26-odcinkowa seria, wychodzę z założenia że oba part'y należą do jednego sezonu. Czyli Phantom Blood jak i Battle Tendency są oddzielnymi part'ami zamkniętymi w jednym sezonie. Może źle do tego podchodzę, nie wiem. Najwyżej fandom mnie zje, lol.
Początek jest całkiem mroczny oraz bardzo szybki. Można by powiedzieć, że pierwsze odcinki służą jako skrót, który ma nas wprowadzić w sam środek właściwej fabuły. Sądzę, iż wyszło to nie najgorzej.
Jednak po obejrzeniu całości wychodzę z założenia, że gdyby udało się poświęcić więcej czasu na te ciekawe, małe historie, które działy się jeszcze przed pierwszym spotkaniem Dio z Jojo, to moglibyśmy otrzymać więcej dobrych i emocjonalnych momentów, które by lepiej motywowały do dalszego śledzenia losów głównych bohaterów. Z resztą, takich pomniejszych wydarzeń jest znacznie więcej również w dalszym rozwoju fabuły. Mimo faktu, iż są one potraktowane po macoszemu, to brak rozwoju tych że wydarzeń nie wpływa znacząco negatywnie na końcowy odbiór dzieła.
Jednym z drobnych, acz zauważalnych aspektów pierwszego part'u są dialogi. I nie, nie chce się teraz rozwodzić nad memicznością poszczególnych tekstów, ale o tym jakie słowa dobierają bohaterowie. Jest to dobrze widoczne w Phantom Blood, gdyż pozwala to na mocniejszy zarys postaci. Tutaj mamy do czynienia z dżentelmenami żyjącymi w XIX-wiecznej Anglii, więc dziwne by było słyszeć z ust bohaterów współczesne słowa oraz nadmierne ilości przekleństw. Jest to drobnostka, którą bardzo doceniam.
W następnej części ton mowy bohaterów zmienia się, gdyż różnią ich czasy w których żyli, wychowanie czy po prostu osobowość. Małe rzeczy potrafią cieszyć najbardziej!
Warto zatrzymać się na chwile, aby wspomnieć o muzyce. O stepujący na plaży zbawienia Jezusie Chrystusie. Palce lizać! Ścieżka dźwiękowa jest wyśmienita. Soundtrack’ów z Jojo nie można pomylić z żadnym innym anime. Z resztą nie tylko muzyka wypada rewelacyjnie, ale również udźwiękowienie postaci, a nawet przedmiotów czy ataków. Moim osobistym faworytem jeśli chodzi o aktora głosowego w tym tytule to Takehito Koyasu, który podłożył głos Dio. Głęboki, silny głos dzięki któremu można poczuć potęgę odgrywanej postaci, jak i pogardę jaką posiadał Dio.
Wracając do muzyki… Opening'i i ending'i w obu part’ach są świetne. Nie miałem poczucia potrzeby przewijania któregokolwiek, nawet gdy oglądałem po kilka odcinków pod rząd. Oba prezentują inny zamysł stylistyczny, co daje nam sporą różnorodność. Pierwszy z Phantom Blood jest bardziej rytmiczny, z kolei drugi jest bardziej stonowany, ale wciąż świetny! Bardziej przypadł mi do gustu drugi ze względu na perfekcyjną animacje oraz wcześniej wspomnianą stronę stylistyczną, która moim zdaniem wygląda po prostu lepiej niż animacje 3D z pierwszego opening’u. Endingi potrafią wpaść w ucho i nieźle się zakręcić. Dowodem na to może być fakt, że pierwszy ending stał się bardzo popularnym memem w sieci.
Z resztą nie ma co się dziwić. Humor tego anime obfituje w takie pokłady memogenności, że warto obejrzeć ten tytuł chociażby tylko dla dobrej komedii.

Czas na drugi part! Battle Tendency rozpoczyna się od dziesiątego odcinka i trwa aż do końca, czyli do dwudziestego szóstego. Jest to swojego rodzaju zarówno plus jak i minus, ponieważ o ile Phantom Blood posiadał zwartą i szybko ciągnącą się fabułę, tak drugi part odnoszę wrażenie, iż niepotrzebnie był przeciągany. Pierwszym grzeszkiem są dialogi, które owszem; są świetne, ale przy tym cholernie długie! Pamiętam jak kiedyś ktoś mi powiedział, że walki w Naruto są nudne, ponieważ są niekiedy przerywane retrospekcjami czy też są zwyczajnie przegadane. Wiecie co? Naruto mógłby się uczyć od drugiego partu Jojo Bizarre Adventure. "Talk no jutsu" jest z nami od początku partu, aż po sam koniec.
Tutaj można by wrócić do kwestii, którą poruszyłem przy Phantom Blood. Tamtejszy początek był bardzo szybki, przez co pomniejsze wydarzenia, które były całkiem ciekawe zostały bardzo szybko pokazane, byle przejść do właściwej fabuły. I jest to ogromna wada tego tytułu! Dzięki temu zabiegowi pierwszy part ma raptem dziewięć odcinków. Z kolei part drugi ma ich aż szesnaście i jest nienaturalnie wydłużany. O ile fabuła w Battle Tendency jest ciekawa, bohaterowie napisani po mistrzowsku, a muzyka to istne arcydzieło, tak nie mogę obyć się z wrażenia, że ta część jest sztucznie wydłużana. Można by było to ominąć wydłużając pierwszy part, nie pomijając tak szybko początkowych wydarzeń. Sądzę, iż przyniosłoby to same plusy.
Ktoś mógłby teraz zarzucić argument, że trzeba było trzymać się oryginalnej mangowej fabuły i nie wolno nic zmieniać, bo... bo trzeba trzymać się oryginału i kropka! Okej, argument w całości do mnie trafia. Jednak pomimo tego, chciałbym zwrócić uwagę, że przez wymóg trzymania się bazowej mangi, anime na tym cierpi. Nie od dziś zdarzają się przypadki, gdzie niektóre wątki są zmieniane, lub przedstawiane inaczej niż w oryginałach. Tak więc sądzę, że w Jojo taki zabieg jest konieczny, aby pozbyć się przedłużania w Battle Tendency.
| Podsumowanie |
Jojo Bizarre Adventure to świetne anime, które momentami jest zbyt krótkie, a w innych zbyt długie. Posiadające jedne z lepszych udźwiękowień w historii anime (przynajmniej moim zdaniem). Mającym pełną akcji, humoru i świetnie napisanych bohaterów fabułę.
Ach tak... no i nie zapomnijmy o najważniejszym. O świętym Graalu tej serii. Coś, czego nie można ominąć, wchodząc w ten fandom.
Memy.

32 out of 37 users liked this review