

#Wstęp
Postanowiłem powrócić do jednej z lepszych komedii, które miałem przyjemność obejrzeć w październiku 2015 roku. Ponieważ często bywa tak, że zapamiętujemy rzeczy lepiej, niż były one w rzeczywistości, tak naszła mnie wątpliwość czy przypadkiem Shimoneta nie okaże się być tytułem przeciętnym, lub może nawet słabym z perspektywy czasu.
Rok 2015 jest dla mnie szczególnym okresem, gdyż to w tym roku rozpocząłem swoją przygodę z anime. Tytuł ten wspominam bardzo dobrze i pamiętam jak byłem zachwycony zwariowanym humorem i nietypowym podejściem tego anime. Czy po nie całych 4 latach nadal mogę podtrzymywać entuzjazm jaki posiadałem w czasie pierwszego oglądania Shimoneta? Jak mawiał AdBuster... Sprwadźmy to!

#SOS! SOS! SOS! SOX!
A omówienie recenzji zacznę od fabuły, gdyż jest ona nawet przy wtórnym oglądaniu zaskakująco ciekawa. Japonia w czasach zbliżonych do naszych staje się najbardziej "czystym" miejscem na planecie pod względem niedostępności do pornografii. Wszystko za sprawą nowoczesnej technologii, która cenzuruje obywateli nie pozwalając im nawet wymawiać zbereźnych słów. Działanie przeciwko temu systemowi może kończyć się nawet więzieniem. Z jednej strony Japonia może się chwalić najniższym procentem dostępnych pornusów, gdyż wszelakie magazyny, filmy, gry czy nawet wcześniej wspomniane słownictwo związane i kojarzące się z seksem jest cenzurowane. Jednak z drugiej strony prowadzi to do powstawania organizacji "tEROrystycznych", które walczą z władzą i pragną przywrócić normalność w swoim kraju.
Muszę przyznać, że wątek fabularny na pierwszy rzut oka wygląda na totalnie głupkowaty, gdyż można powiedzieć, że jest on całkiem abstrakcyjny. W końcu jakim cudem Japonia chciałaby się izolować od czegoś co jest w gruncie rzeczy normalne i było dostępne od zawsze? Cały czar abstrakcji i głupoty pryska wraz z rozwojem fabuły oraz wydarzeń, które mają miejsce.
Jestem zdumiony tym, jak autorom udało się podejść do tak pozornie abstrakcyjnego tematu w tak poważny sposób. Gdyż nie zapominajmy, że wciąż jest to komedia (cholernie dobra trzeba podkreślić!), a mimo to potrafi ona przemycić sporo mądrości oraz powagi w tej jakże niepoważnej sytuacji politycznej. Jeżeli zastanowić się nad tym przez dłuższą chwilę, to pomysł na fabułę nie jest w cale głupi. Jest on jak najbardziej prawdopodobny, gdyż gdybyśmy zostali przymuszeni do noszenia opasek, które nas cenzurują i regulują w tym co możemy mówić, gdyby zaczęto odbierać nam dostęp do czegoś tak podstawowego, jak pornografia, a nawet dzieci nie edukowano by w sposób odpowiedni o seksie, to rzeczywiście moglibyśmy popaść w paranoje. I to z powodu czegoś tak... błahego, jak mogłoby się wydawać.
Jednak % powagi jest zdecydowanie mniejszy, niż częstotliwość występowania gagów. Shimoneta stoi również humorem, który jest swojego rodzaju parodią świata przedstawionego. O ile zwykłem narzekać na humor na tle seksualnym w anime, gdyż jest on bardzo często nieumiejętnie wykorzystywany, a do tego pojawia się często nadmiernie. Tak tutaj nie mam się o co spinać. W końcu to opowieść o niegrzecznych terrorystach, którzy walczą o prawo do swobodnego oglądania pornoli. Nie wykorzystać takiego setting'u do wprowadzania zboczonego humoru byłoby wielką stratą! Tym bardziej, że temu animcowi ten typ żartów wypada naprawdę rewelacyjnie. Tutaj nawet wspomniane poważne wątki są parodiowane przez bohaterów. Nie mówiąc już o niekiedy występującym bardzo ostrym typie żartów, gdzie osoby o słabszych nerwach mogą zwyczajnie nie wytrzymać. Tak. Mówię poważnie. Potrafią pojawić się takie sceny, gdzie gdyby nie występowała cenzura, to ten tytuł z marszu otrzymałby kategorię co najmniej hentai.
W fabule udało się nawet znaleźć kilka okazji dla antagonistów, rozwoju bohaterów czy zwrotów fabularnych.
A skoro już jesteśmy przy postaciach... Nie można zapomnieć o świetnej reżyserii bohaterów! Każda postać jest na swój sposób oryginalna, nawet jeżeli posiada cechy typowe dla danego typu charakteru. Wiecie, Kuudere, Deredere czy Hinedere. Nie uświadczymy tutaj sztampowych i sztywnych postaci, a osoby, które pasują do świata przedstawionego oraz potrafią się zmienić na przestrzeni rozwoju fabuły.
Shimonete należy pochwalić również za bardzo dobrą oprawę audiowizualną. Anime to ogląda się bardzo przyjemnie i nie przypominam sobie ani jednego momentu w którym poziom kreski lub animacji spadłby na tyle gwałtownie, aby było to odczuwalne.
To jedno z tych nielicznych anime, gdzie ending jest tak dobry jak opening. Znika odruch przełączenia na następny odcinek, gdy wkracza końcówka. Tym bardziej, iż po muzyce końcowej niekiedy pojawiają się dodatkowe sceny, które są częścią właściwej fabuły.
Trzeba również zwrócić uwagę na to, iż ending oraz opening delikatnie się zmieniają na przestrzeni odcinków. Pojawiają się w nich dodatkowe sceny, lub bohaterowie, których poznaliśmy w danym odcinku. Ba! Jeden z endingów został zastąpiony na rzecz przepisu kulinarnego z którego korzystali główni bohaterowie!
Nie zawiodłem się. Powrót do Shimoneta był jednym z wspanialszych orgazmów w moim życiu. Jednak ze względu na pewne luki logiczne w wydarzeniach fabularnych nie jestem w stanie zbyt wysoko ocenić tej produkcji. Uważam, że tytuł ten powinno traktować się przede wszystkim jako komedię, przez co należy wybaczać jej pewne nieścisłości.
Sądzę, iż Shimoneta wypada średnio na płaszczyźnie powagi, gdyż tej jest zwyczajnie zbyt mało, a gdy już się pojawia to jest przerywana poprzez sprośne żarty. Mimo to, udaje się przemycić kilka rzeczy, które wymagają dłuższego przemyślenia i mniej konwencjonalnej dedukcji.
Sądzę, że Shimoneta to Iu Gainen ga Sonzai Shinai Taikutsu na Sekai (czyli jedno z tych anime, które ma bardzo długą nazwę) należy do obowiązkowych pozycji dla każdego, kto lubuje się w nietypowych komediach.
Enjoy!18.5 out of 22 users liked this review