
Rozpocznę od fabuły, ponieważ nareszcie trafiłem na anime z gatunku isekai, które okazuje się być obłędnie dobre!
Postaram się omijać spoilery jak tylko się da, a jeżeli będzie już konieczne wspominanie o treści fabuły, postaram się nie wyjawiać zbyt dużo lub będę zakrywać te fragmenty w spoilerach.
Pierwsze odcinki wzbudzają ogromną ilość uczuć. Od dezorientacji, zachwytu, ciekawości, aż po nienawiść i współczucie. Takiego zawirowania emocjonalnego nie miałem już kupę czasu. Tate no Yuusha to opowieść o bohaterze, który podróżując napotyka co rusz nowe przygody. Razem z bohaterem w podróż wyrusza jego drużyna, a razem z nimi my, widzowie. A co to za przygoda, gdy wiesz co cię na niej czeka? Zalecam omijać spoilery tym, którzy zamierzają zabrać się za ten tytuł. Nie warto psuć sobie tak dobrego anime!
Tate no Yuusha wrzuca nas na głęboką wodę i wgniata w fotel już chwilę po rozpoczęciu. Anime zaczyna się bardzo niewinnie, wręcz klasycznie. Ot, otrzymujemy kilka minut z dnia głównego bohatera Naofumiego Iwataniego, który opowiada o sobie i swoich zainteresowaniach. Nic szczególnego, tym bardziej iż nie uświadczymy wielu scen z pierwotnego wymiaru głównego bohatera.
Głowny bohater wbrew własnej woli zostaje przyzwany do zupełnie mu obcego świata, po czym zostaje uznany za bezużytecznego. Niedługo po tym dostaje nadzieje na to, że uda mu się coś osiągnąć, tylko po to, aby następnie zostać okradzionym, oszkalowanym oraz zdradzonym. Jak nie współczuć Naofumiemu? Empatia wylewa się z ekranu niczym fala gorącego powietrza z nagrzanego piekarnika.

Chyba dla nikogo wielką tajemnicą nie jest to, iż Naofumi spotka na swojej drodze nowych towarzyszy. Wszak ci widnieją na okładce tegoż anime... Okoliczności w jakich Bohater Tarczy ich zdobywa - wszak jest to najlepsze określenie - potrafi wzbudzić spore zaskoczenie, a do tego skutecznie oddala nas od sztampowości. Do opisu postaci jeszcze sobie wrócimy.
Zwykle w tytułach, które trwają około 24 odcinki bywa tak, iż w samej połowie spada tępo, jakość oraz maleje budżet. Tutaj tego nie uświadczymy aż tak bardzo. Wiadomo, tępo anime musi oscylować raz na wyższym poziomie, raz na niższym. Wszak Tate no Yuusha stał by się okropnie nudny, gdyby to anime polegało jedynie na walce. Spadki jakości możemy uświadczyć tak naprawdę dopiero po 21-wszym odcinku, gdzie tępo ponownie zaczyna wzrastać, aby szybciej dopiąć wątki. Tam też poznamy dwójkę nowych bohaterów, którzy z początku wydają się być postaciami typowo fillerowymi, aby następnie mieć większe znaczenie dla całości fabuły.
Tego typu motywy, gdzie jakaś mniej istotna postać potrafi zacząć mieć istotne znaczenie znajdzie się przynajmniej kilka. Jest to dobrze wykorzystane, ponieważ buduje to gładki, acz przyjemny efekt zaskoczenia oraz motywuje naszą ciekawość, aby dowiedzieć się co wydarzy się dalej.
Tate no Yuusha to nie tylko ciekawa opowieść, ale i również ciekawe osobowości. Konstrukcja bohaterów została wykonana z sporą uwagą, co wymaga dużej pochwały. Twarze, mimika, głos, ubrania, ekspozycja, status czy nawet klasa postaci wpływa lub jest odpowiednim odzwierciedleniem tego, jak postrzegamy postacie. Oczywiście ich czyny również mówią za siebie, a to jest swojego rodzaju wisienką na torcie. Wszak co powiecie na poszukiwaczkę przygód, która jest miła, uprzejma, pomaga w walce, a do tego jest zabójczo piękna? Prawdopodobnie każdy polubi taką postać już na samym wstępie, po czym tak samo szybko jak ją polubił będzie chciał widzieć jej ciało z odciętą głową po tym, jak okazuje się być spiskującą zdrajczynią, która na dodatek para się magią żywiołu ognia.
Poprzez tekst pisany nie jestem w stanie w pełni oddać tego, jak te wszystkie elementy świetnie do siebie pasują. Odnoszę wrażenie, że nawet fryzury danych postaci potrafią nam sporo o nich powiedzieć, a gdy o tym myślę to znów mam ochotę obejrzeć ponownie tą serię, aby nasycić swoje oczy!
Chylę czoła przed projektami postaci, gdyż są one niesamowite. Ubiór jest doskonale dopasowany do charakteru danej osoby, a do tego są pełne różnych szczegółów. Tutaj zadrapanie, tutaj klejnot, a tam kawałek zbroi. Miodzio! Skoro to świat fantasy na wzór RPG, to nie może zabraknąć magicznych przedmiotów czy adekwatnie wyglądających pancerzy. Wszystko to, a nawet i więcej znajdziemy właśnie w Tate no Yuusha.

Oczywiście, nie można zapomnieć o charakterach. Każda postać posiada własną osobowość, nawet jeżeli pojawia się tylko w dwóch odcinkach, stojąc gdzieś tam w tle i nie mówiąc zbyt wiele, dzięki wcześniej wymienionym aspektom możemy łatwo wywnioskować podstawowe rzeczy na temat tej postaci. Dobrym przykładem jest tutaj pomocnik króla, który zdaje się, że nie został nawet nigdy przedstawiony, więc nawet nie znamy jego imienia. A mimo to po posturze, twarzy oraz sposobie wypowiedzi możemy uzyskać negatywne nastawienie do tej mało znaczącej postaci.
Muzyka pozwala doskonale wczuć się w oglądane na ekranie sytuacje. Odpowiednio buduje grozę, podkreśla radosne sytuacje czy po prostu umila przepiękne widoki. Openingi oraz endingi jak to się mówi; "Robią robotę". Pierwsza czołówka brzmi iście rewelacyjnie. Natychmiastowo wczuwa nas w ten świat oraz przedstawia najważniejsze postacie i ich kompanów. Urzekło mnie to, jak sceny przedstawione w openingu są kanonicznie odzwierciedlone. Jeżeli jakaś postać używa danego ataku w trakcie Fali, to faktycznie w jednym z odcinków ona stosuje ten atak w tych samych okolicznościach. Dzięki temu działa to niczym zapowiedź; "Będzie się działo!", aby później przemienić się w "A pamiętacie ten epicki moment?"
Tate no Yuusha przypomniał mi, dlaczego uwielbiam oglądać japońską animację. Nawet jeżeli nie jest to najdroższy rarytas spośród obejrzanych przeze mnie anime, to wciąż świetnie się to ogląda. Animacja stoi na wysokim poziomie, postacie są bardzo szczegółowe, a do tego anime może pochwalić się oryginalną kreską oraz dobrą tonacją kolorów. Wszystko to sprawia, że błyskawicznie zanurzamy się w średniowiecznym świecie RPG z elementami magii.
Poza wcześniej omawianymi postaciami uraczymy tutaj również pół-ludzi oraz rozmaite bestie. Spodziewałem się uraczyć tutaj elfów, orków czy innych krasnoludów, lecz takowych ras tutaj po prostu nie ma. I szczerze mówiąc sądzę, iż wychodzi to na plus, gdyż świat Tate no Yuusha potrafi się obronić przy pomocy raptem trzech ras. Ludzi oraz dwóch typów pół-ludzi. Co prawda zabrakło czasu na ukazanie tej dzikiej odmiany pół-ludzi, jednak mimo to tytuł ten nadal oferuje masę rozmaitych charakterów.
Koniecznie chciałbym pochwalić sposób przedstawienia magii. I nie, nie będę jednym z tych recenzentów, którzy będą narzekać na to, iż sposób inkantacji jest podobny do innych anime. To oczywiste, że skoro postacie korzystają z czarów, to przedstawienie magii musi posiadać pewne znane elementy, abyśmy my, widzowie nie pomylili jej z czymś innym.
Czary przedstawiane są w klasyczny oraz charakterystyczny już sposób. Krąg magii oraz inkantacja poprzez wypowiadanie formuły zaklęcia. Jednak nie to mnie uraczyło, tylko ilość oraz typy zaklęć. Czary są bardzo dobrze zanimowane, to też nawet jeżeli oglądamy ten sam czar któryś raz z rzędu, patrzy się na to bardzo przyjemnie. Umiejętności Bohatera Tarczy wypadają rewelacyjnie. Doskonale łączy się to z systemem HUD-u, który posiada bohater na wzór gier RPG. Jego tarcza potrafi ewoluować, zmieniać się czy nawet wytwarzać inne, statyczne tarcze, które mogą posłużyć jako obrona albo platforma, by móc zwiększyć zasięg dystansu, który trzeba pokonać.
Pomysłowość wykorzystania umiejętności bohaterów napawa ogromnym zadowoleniem. Szczególnie w chwilach stresowych, gdzie postacie stają przeciwko zagrożeniom.

Chciałbym również wspomnieć o elementach żywcem wciągniętych z gier. Pasek zdrowia, menu umiejętności, poziomy postaci oraz inne atrybuty znane z gier wideo. Podejrzewam, iż może to być element, który może skutecznie zniechęcić niektórych do obejrzenia tego tytułu. Z drugiej strony, dla niektórych będzie to motor napędowy, w zależności od gustu.
Chciałbym jednak uspokoić tych, którzy czują się zniechęceni właśnie przez ten zabieg. Wszak jest on najlepiej wykonanym systemem HUD-u jaki miałem do tej pory okazję uświadczyć. Jest on zdecydowanie lepszy, bardziej rozbudowany oraz realistyczniejszy niż ten, który możecie kojarzyć z Sword Art Online.
Realistyczniejszy? Tak. W grze RPG zwykliśmy widzieć status naszej drużyny, pasek zdobytego XP oraz dropów, punkty zdrowia czy inne elementy typowe dla menu postaci. Autorzy porządnie usiedli nawet do tego systemu i wykonali go w sposób rewelacyjny. Wygląda on wiarygodnie i przynosi na myśl współczesne gry MMORPG. Szacun!
A skoro już przy realizmie jesteśmy, to nie mogę ominąć tak tego tematu wspominając o nim jedynie w systemie HUD-u. Tate na Yuusha to zaskakująco szczegółowe anime również pod względem oddziaływania elementów świata na siebie. Przykład: Zabicie potwora nie sprawi, że ten samoistnie wyparuje. Może to zrobić jedynie częściowo, jeżeli jest on magiczną istotą. Jednak organizmy żywe muszą zostać zabite jak normalnie żyjące stworzenia, aby paść trupem. Właśnie tutaj możemy uświadczyć rewelacyjnego połączenia realizmu z elementami RPG.
Zabicie potwora dostarcza bohaterom XP oraz loot, ale mimo to ciało stworzenia nadal zachowuje się zgodnie z działaniem praw świata; to znaczy, jeżeli ciało zostanie pozostawione na pastwę losu, to zacznie gnić, a następnie się rozkładać po odpowiednim czasie. Także z ubitego potwora, jeżeli jego trzewia są jadalne, można urządzić posiłek nad ogniskiem.
Innym przykładem może być tutaj sposób działania many, wytrzymałość oręży lub rodzaje obrażeń zadawanych przez magię oraz broń.
Pokochałem to anime od pierwszego wejrzenia. Nie mogę się doczekać następnych, już zapowiedzianych sezonów. Mimo to nie mogę przymknąć mojego obiektywnego oka na pewne zgrzyty, które miały miejsce po drodze.
Pierwszym lekkim niedopatrzeniem, przynajmniej z mojego subiektywnego odczucia jest sam wstęp. Tak jak wspomniałem, bohaterzy są świetnie napisani oraz posiadają gigantyczny potencjał, aby opowiedzieć coś o ich życiu przed trafieniem do nowego świata. Chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej w tej materii w kontynuacji serii.
Inną drobniejszą niedoskonałością może być dla niektórych spadek tempa w końcowej fazie anime. Choć dla mnie zakończenie było całkiem w porządku, tak warto zaznaczyć, że nie każdy musi być tego samego zdania. Tak samo niektórych może boleć fakt, że zabrakło tutaj właściwego wątku miłosnego. Lecz warto pamiętać o tym, że nie jest to anime z gatunku romansu.
W mojej opinii bywały delikatnie gorsze momenty, gdzie hype z walk bywał znacząco niższy.

Tate no Yuusha no Nariagari to kawał świetnego anime, które potrafi pobudzić emocje już od pierwszych chwil. Okazjonalny humor pozwala skutecznie rozbawić widza, co staje się przyjemną odskocznią od głównych meandrów fabuły. Przywiązuje nas do bohaterów, zachwyca stroną audiowizualną, wciąga świetną fabułą. Ba! Przyłapałem sam siebie na tym, że byłem tak pochłonięty oglądaniem, iż przez dwa odcinki nie przełykałem śliny i tym samym wysuszyłem sobie całą jamę ustną. Tak bardzo mnie pochłonęło że nie zwracałem na to uwagi w trakcie oglądania... Dobrze, że przynajmniej mrugałem!
Tytuł zachwyca pod każdym względem. Jest to w mojej opinii udana ewolucja dla gatunku isekai, choć nie wydaje mi się, aby udało się dzięki niej coś zmienić na rynku. Chwasty pokroju Shoukan będą dalej powstawać i nic na to nie poradzimy. Natomiast jeżeli jesteś osobą, która szuka dobrego anime, z niegłupią fabułą, świetnymi postaciami, ciekawym światem oraz wyśmienitą stroną audiowizualną, w takim razie Tate no Yuusha no Nariagari staje się dla ciebie pozycją obowiązkową.
Cześć i chwała Bohaterowi Tarczy!
41.5 out of 63 users liked this review