
Przed obejrzeniem zadałem sobie pewne dość istotne pytanie. Jak zrobić ciekawe anime, w którym główny bohater stara się prowadzić upadający park rozrywki? Nie jest to pierwszy przeze mnie obejrzany tytuł, stąd wiem, iż można opowiedzieć mało interesujący motyw w bardzo ciekawy sposób. Można również po prostu postarać się, aby część techniczna tytułu stała na wysokim poziomie, aby zakryć niedoskonałości i na tym oprzeć dzieło.
Po części Amagi stara się właśnie w ten sposób zakryć pewne dziwactwa fabularne, co wychodzi... różnie. Pod pewnym względem tytuł ten powiela złe prowadzenie różnorakich elementów, tak jak było to w pierwszym sezonie Sword Art Online. Zanim zaczniecie rzucać we mnie pomidorami za to, że porównuję Amagi do SAO, to proszę doczytać do końca! Jasne, zestawiam dwa totalnie różniące się od siebie tytuły. Jednak jeżeli przyjrzeć się im od strony wprowadzania elementów oraz konstrukcji wątków fabularnych, to SAO ma całkiem sporo wspólnego z Amagi.

Zaciekawieni? No to lecimy dalej.
Póki mam waszą uwagę spowodowaną przyrównaniem Amagi do SAO, to nie omieszkam to wykorzystać. Co takiego te tytuły mają ze sobą wspólnego? W gruncie rzeczy doszukałem się jedynie dwóch wspólnych. Postacie oraz prowadzenie fabuły.
Jedną z największych bolączek Sword Art Online była fabuła, która raz była ciekawa, raz nudna, raz ciekawa, raz nudna, a potem znowu ciekawa... Słowem; sinusoida. Nie wchodząc w szczegóły dlaczego tak się działo, fakt jest taki, że Amagi Brilliant Park ma podobną tendencję. Dobra, ja wiem, że zrobienie anime nie jest łatwe. Tym bardziej jeżeli jesteś Kyoto Animation, dzięki czemu każdy kadr w twojej produkcji to istne dzieło sztuki. Do tego robisz animacje w której pojawia się bardzo dużo różnorakich postaci. Każda mająca inny charakter, wygląd oraz rolę w fabule.
Bohaterami w tym anime są między innymi magiczne istoty wzorowane na pluszaki. Główny wątek jest prosty jak cep - Główny bohater w wyniku zaproszenia na randkę zostaje wplątany w kierownictwo nad bankrutującym parkiem rozrywki.
Poważnie, po obejrzeniu tego tytułu i przed napisaniem tego tekstu kilka razy zastanowiłem się jak ja bym poprowadził taki wątek i powiem wam... To w cale nie jest takie łatwe.
Kyoto musiało zmierzyć się z ogromną pulą dziwnych postaci, średnim motywem przewodnim oraz tym, aby przedstawić to wszystko w jakiś ciekawy sposób.
Mówiąc o części technicznej nie można pominąć błędów montażowych, których w Amagi jest zaskakująco dużo!
Pierwszym i najbardziej zauważalnym błędem, lub może raczej nieudanym zabiegiem montażowym jest nierównomierny dźwięk. Jedną z głównych bohaterek jest Sento, dziewczyna posługująca się muszkietem. Dźwięk wystrzałów, wybuchów i uderzeń w tym anime są tak mocno przyciszone, że momentami miałem wrażenie, że montażysta zapomniał wkleić dźwięk! W mojej opinii jest to niedopuszczalne, aby broń palna była cichsza od... dialogów...
Następnym rodzynkiem, również związanym z audio jest ścieżka dźwiękowa, która sama w sobie jest dobra. Jednak udało mi się wychwycić kilka scen, w których dobór muzyki był nieadekwatny do sytuacji, jakie widzieliśmy na ekranie. Bywają również sceny, w których melodia nie zmienia się, pomimo zmiany scen. Wygląda to tak, jakby komuś za długo zapętliło się audio i zapomniał je wyciąć i wstawić nowy track.

Poza tym zdarzają się inne rozległe błędy narracyjne. Nagłe urywanie ciekawych scen, aby przenieść nas w czasie do innego momentu, który nas mało co obchodzi.
Ze względu na sporą ilość różnych bohaterów, Amagi cierpi również na brak rozwoju postaci drugoplanowych. Przeszkadza to tym bardziej, iż spora ich część jest jednowymiarowa, a do tego przedstawia standardowe archetypy postaci.
Mimo wcześniej wymienionych wad, grzechem byłoby nie wspomnieć o tym co wyszło na plus.
Za to anime odpowiada Kyoto Animation i nie będę ukrywać, że jest to moje ulubione studio. Oprawa w ich tytułach to czyste złoto, purpura i platyna! Te słowa tyczą się również Amagi Brilliant Park, bowiem kreska jak i animacja stoją tutaj na filmowym poziomie. Masa efektów, płynne przejścia oraz żywe kolory błyskawicznie przykuwają do ekranu. Do tego trzeba dodać dobry ruch kamery, który potrafi wprawnie wprowadzić dynamikę w scenach, które jej potrzebują.
Muzyka, pomimo montażowych problemów wypada przyzwoicie. Ścieżka dźwiękowa przyjemnie plumka w tle. Jednak nie mogę wyzbyć się wrażenia, że jest ona dosyć powtarzalna, a do tego brzmi bardzo... typowo. Rzekłbym, że część oprawy dźwiękowej jest zwyczajnie przeciętna, ale mimo to idzie ona w dobrym kierunku.
Opening jest całkiem niezły. Jego przyjemną zaletą jest to, że delikatnie zmienia on się na przestrzeni odcinków, dodając nowe postacie czy zmieniając elementy tła. Dobór muzyki jest na prawdę dobry, bowiem świetnie wpasowuje się on w klimat parku rozrywki.
Ending pod względem doboru muzyki stoi na podobnym poziomie co opening. Pasuje, dobrze brzmi i nie odtrąca. Jedyna jego wada to fakt, że jak to zwykle bywa w outrach, jest to zwykły zlepek kadrów z dodatkiem lekkiego montażu.
Okej, już na wstępie zaznaczę - nie mam nic do ecchi, okej? Jestem zdrowym, nastoletnim mężczyzną, więc lubie takie rzeczy.
.
.
.
ALE
Odnoszę delikatne wrażenie, że elementy fan service są tutaj wepchnięte niekiedy mocno na siłę, tylko po to, aby trzymać męską część widowni przed ekranem. Coś mi mówi, że ludzie z Kyoto odpowiedzialni za to anime byli tego świadomi i nie chcieli tracić widowni.
Teoria ta nabiera rumieńców w chwili, gdy zdamy sobie sprawę, że fabuła w tym tytule to faktyczna sinusoida. Raz otrzymujemy istotne i ciekawe wątki, aby za chwilę, jeszcze w tym samym odcinku dostać nic nie wnoszące sceny z picia piwa w barze. Jeżeli zdecydujecie się na obejrzenie tego tytułu, to wspomnicie moje słowa w odcinku 10 w 5 minucie.
Choć wspomniałem o tym w spoilerze, myślę, że warto poświęcić temu elementowi kawałek recenzji. N U D A.
Po bardzo szybkim wstępie, gdzie przedstawione zostają nam podstawy fabuły oraz wszystkie najważniejsze postacie, również te drugoplanowe, tak pierwszy odcinek nie pozostawia po sobie niczego więcej jak ziew nudy. Wątek główny oraz charaktery postaci (patrz przykład: Moffle) zostaje nam tak ogólnikowo i dosyć sztampowo przedstawiony, że poważnie zacząłem się obawiać o to, co dalej zobaczę na swoim monitorze. Aż tu nagle miłe zaskoczenie. Już w drugim odcinku.

Na plus wypada zakończenie, bowiem jest ono ciekawe i mocne. Zastanawia mnie tylko czemu miał służyć 13 odcinek... Chyba po to aby popsuć pozytywny efekt, jaki wywołały 11 i 12 epizod ¯\ (ツ) /¯
Chciałbym na chwilę powrócić do postaci, a konkretniej do "czarnych charakterów". Nic tak nie napędza fabuły, jak przeciwnik z którym główna postać musi się zmierzyć. W Amagi strasznie nieudolnie próbowano wprowadzić villaina jakim miał być Kurisu. Koleś nie jest ani straszny, ani jakoś specjalnie groźny. Nawet jego design wygląda tak, jakby ktoś chciał zrobić typowego blond złodupca, ale miał cały czas za plecami szefa, który mówi mu: „To ma być bajka dla dzieci, nie przeginaj z jego charakterem”.
Jak widać, niektóre postacie są aż tak miałkie, że nawet czarne charaktery nie są "czarne", a zaczynają się robić "szare"...
Na podobny syndrom cierpią również wszystkie postacie, poza tymi głownymi. Wśród postaci trzecioplanowych znajdują się dość ciekawe osobistości o których chciałoby się dowiedzieć więcej, ale niestety, nie mamy na co liczyć w tej materii.
Główny bohater wypada dobrze, ale przede wszystkim - wiarygodnie.

Kanie, to licealista, który ma kompleks wyższości. Zaskakująco dobrze pasuje do roli menadżera parku rozrywki. Całkiem mocny charakter, który nie boi się powiedzieć co myśli oraz nie hamuje się w działaniach. Aktor głosowy dobrze wykonuje swoją pracę przy podkładaniu mu głosu. Co z resztą słychać również u innej głównej postaci; Sento.
Mówiąc o Kanie, nie da się uniknąć kwestii jego mało przekonującej nagłej zmiany, gdzie przez cały czas ma praktycznie gdzieś park i jego załogę i chce jedynie zrobić wszystko, by wyprowadzić to miejsce rozrywki na dobry tor. Nagle, tuż przed końcem Kanie zaczyna się martwić o Latifę, co jest mocno nielogiczne, zważając na to, że do tej pory odnosił się do większości postaci z swoistą pogardą, a teraz martwi się o miejsce swojej pracy.
Pomimo sporej ilości wad Amagi Brilliant Park ostatecznie okazuje się być nie najgorszym anime. Do perfekcji mu zdecydowanie daleko, tego nie da się ukryć. Przynajmniej możemy nacieszyć oczy dobrą oprawą wizualną, która działa jak plaster na blizny dla tego tytułu.
Jeżeli zamierzacie w przyszłości obejrzeć ten tytuł, to od razu mówię - nie ma się co śpieszyć. Kyoto Animation ma w swojej kolekcji sporo innych, znacznie lepszych i ciekawszych prac. To anime mogę polecić jedynie fanatykom dobrej animacji i kreski, którzy chcą popatrzeć na perfekcyjnie narysowane postaci. No i na fan serivce... ech...
Warto też zaznaczyć, że sporo uwag, które zawarłem w tej recenzji jest czysto subiektywnymi opiniami. Wy w trakcie oglądania możecie nie zauważyć nawet połowy problemów tego tytułu, w przeciwieństwie do mnie, gdzie jednak obejrzenie około 200-stu serii pozwoliło mi się już wprawić w rynek japońskiej animacji.
To by było na tyle. Bez odbioru!

48 out of 80 users liked this review